Zanim wybuchniesz, niech zadrży ciało
Zanim wybuchniesz, niech zadrży ciało
Czy można otrząsnąć się z pewnych stanów emocjonalnych? Dosłownie. Jest takie ćwiczenie, które stosuje się także w siłach specjalnych. Polega ono na intensywnym zmęczeniu mięśni tak, by doprowadzić je do drżenia. To pozwala zrzucić napięcie. Mam na myśli TRE: Tension & Trauma Releasing Exercises [1]
Zastygła lawa stresu
Wyobraźmy sobie osobę, która była na wielu misjach wojennych. Wojna to stan ekstremalny. Dla żołnierza, który jest świadomy i widzi, co się dzieje to jest coś, co jest straszne i okropne. Nie bez powodu mówi się, że to właśnie żołnierze są największymi pacyfistami. Oni wiedzą, że na wojnie nie ma wygranych.
Ci, którzy inicjują wojny, robią to w imieniu państw, z różnych pobudek. Bywa, że strategicznych czy politycznych. Tutaj uczucia, człowieczeństwo czy empatia nie odgrywają roli. To jest obrona terytorium, społeczeństwa i interesów. Relacja „człowiek – państwo” rządzi się innymi prawami. Nie ma w niej przestrzeni na myślenie o drugim człowieku jako jednostce. Ale gdy schodzimy z tego poziomu do pojedynczych istnień, to kończy się to zawsze tragedią.
Bywa więc, że jako żołnierze mamy w głowie obrazy kalectwa, śmierci, niesprawiedliwości, przypadkowych ofiar wśród ludzi, którzy mogli jeszcze żyć i cieszyć się codziennością. Śmierć w takich sytuacjach jest brutalna, dynamiczna i bez ostrzeżenia. Gdy ktoś doświadcza takich scen, to w jego psychice zastygają te historie. Co więcej one często przybierają formę, którą umysł sam dopowiada, ubiera w emocje, zalewa hormonami stresu. I to wszystko jak lawa osadza się głęboko w człowieku. Tworzy warstwy, które z czasem stają się częścią jego wewnętrznego krajobrazu.
To, co zostało zapisane, te obrazy, reakcje, emocje, kodują się w ciele i w mózgu, w postaci konkretnych wzorców neuroprzekaźnikowych. Zastygają, a potem zaczynają dominować w sposobie myślenia, reagowania, funkcjonowania.
Magma bólu w „zaklęciach” z dzieciństwa
Ale czy to dotyczy tylko doświadczeń wojennych? Oczywiście, że nie trzeba wojny, by nosić w sobie trudne i bolesne historie. Każdy z nas może na co dzień nazbierać ich całkiem sporo. I jeśli jest ich za dużo, w pewnym momencie mogą zdominować codzienność. Sprawić, że człowiek przestaje zaznawać spokoju, nie śpi dobrze, nie potrafi się cieszyć. Zostaje uwięziony w czymś, co niektórzy nazywają PTSD [2].
Żyjemy w otoczeniu, które przeładowane jest bodźcami już od wczesnego dzieciństwa. Mam tutaj na myśli wszystkie „zaklęcia” i reguły, jakie wokół każdego z nas krążą i do których w dorosłym życiu wracamy. To są schematy wgrywane w naszą osobowość latami. Od przysłowiowego „chodzenia do spania” i wstawania, przez automatyczne, wewnętrzne odruchy w sytuacjach stresowych. Powtarzamy reakcje i odpowiedzi, nie zastanawiając się, skąd w ogóle się wzięły. Niektórzy w dorosłym życiu walczą ciągle z traumami z okresu dzieciństwa.
Różne badania o tym dowodzą. W książce pod tytułem „Optymistyczny mózg” znalazłem na przykład informację, że osiemdziesiąt procent naszych działań to nawyki. Mikel Alonso López, autor tej publikacji, jest ekspertem w dziedzinie neuronauki stosowanej do zachowań i emocji. Proponuje on „reorganizację” programowania własnego mózgu poprzez pracę nad nawykami i przekonaniami właśnie w oparciu o najnowszą neuro-wiedzę w tym temacie.
Erupcja wewnętrznego spokoju
Skaczemy z tematu na temat. Żyjemy w codziennym natłoku obowiązków i spraw do załatwienia. Tego jest sporo. Osoby, które są wokół nas często w dobrej wierze mają wobec nas swoje wymagania i oczekiwania. Chcą, żeby wspólne działania dotarły do jakiegoś szczęśliwego finału, co też jest bardzo ważne. Jednak permanentny stres wywoływany powtarzającą się trudną, kryzysową sytuacją zaczyna przypominać front. Może nie wojenny, ale taki codzienny, cichy, emocjonalny.
Posprzątanie tego wydaje się zadaniem karkołomnym. Jak odpuścić, by uwolnić się od tego co zalega i sprawić, by bodźce, które do nas spływają, zarówno te z przeszłości, jak i te wyobrażane w przyszłości, przestały nami rządzić.
Zastanowiłbym się nad tym, czy potrafimy znaleźć przestrzeń, taki cichy „środek”, między bodźcem, który jest dla nas emocjonalnym triggerem, a naszą reakcją? Czy możemy tam pozostać w stanie wewnętrznego spokoju? I w takim skupieniu spojrzeć na historie, które nazbieraliśmy i zapamiętaliśmy, które mamy w sobie ukryte, zaszyte, zamarłe, zastygłe. One pozostawiły swój ślad, toczą się w nas i uruchamiają procesy. Mamy w sobie całą plejadę utrwalonych wzorców.
Wybór tego, co może odejść
Chodzi przecież o to, żeby zamiast nieustannie wracać do dawnych historii i wyobrażać je sobie, zacząć zamieniać je na obecność w „tu i teraz”. Wtedy pojawi się wewnętrzna czystość. Przestrzeń na możliwość wyodrębnienia tego, co rzeczywiście się dzieje. Widzimy piękne drzewo i po prostu się nim cieszymy. Czujemy, że pozbyliśmy się balastu, że nie niesiemy już zbędnych zobowiązań, które wiążą nas w jakiś sposób z przeszłością lub przyszłością.
To jest umiejętność rozróżniania bodźców, które są naprawdę ważne od tych, które tylko nas zaśmiecają. I wracając do sedna, chcielibyśmy po prostu zmniejszyć ich ilość. Zostawić tylko te, które naprawdę mają znaczenie dla naszego „teraz”.
Zwykle, kiedy chcę ruszyć do przodu, to zaczynam z wizją końca. Mam w głowie marzenie i kierunek, gdzie chcę iść. Staram się zabierać po drodze tylko te bodźce i podejmować te działania, które mają mnie tam doprowadzić.
W centrum mojego skupienia jest pustka „tu i teraz”. To taka przestrzeń, która działa jak lampa punktowa. Oświetla tylko to, co naprawdę istotne, co ma mnie przybliżyć do mojego celu. Koncentruję się na tym, co ważne, i cieszę się tym, że mogę w tych działaniach być. To tutaj zaszyte jest słowo „wolność”. Mogę wybierać to, co mi służy. Oczywiście z szacunkiem do innych, bez ranienia ich, ale jednak ze świadomym wyborem tego, co mnie wspiera.
I taka właśnie jest idea ćwiczenia TRE, gdy tkwimy w zastygłym świecie. Poruszyć wewnętrzne historie. Nie po to, żeby je analizować i rozkładać na czynniki pierwsze, ale żeby przestać się nimi zajmować, jeśli nie są mi już potrzebne. To jest coś co było, co może odejść.
…………………………………………………….
Czy potrzebujesz ćwiczenia TRE:
Pierwszy krok to ogólne rozpoznanie: mamy w sobie przeżycia – niektóre z nich zastygają, inne pulsują w nas jak lawa. Łączą się z dawnymi historiami, tworzą reakcje, które często są automatyczne. Idea polega na tym, by między bodźcem a reakcją zostawić przestrzeń. Taką wewnętrzną pauzę, w której możemy zdecydować – czy chcemy działać, mówić, reagować. I dzięki temu nie powiedzieć czegoś, czego później będziemy żałować. Albo nie zranić siebie czy innych.
Drugi krok to zrozumienie, czym jest PTSD i tego, jak przewlekły stres, jeśli w nim tkwimy, wpływa na nasze ciało, na układ nerwowy, na to, jak działamy, jak mówimy, jak się zachowujemy.
Trzeci krok poprzez ćwiczenie TRE możesz poruszyć to, co w tobie zaległo. Roztrząsnąć. Doprowadzić do takiego stanu, w którym to, co skostniało, zaczyna drżeć. A kiedy zaczyna drżeć, to symbolicznie ma szansę się skruszyć. I właśnie wtedy można to zebrać. Poskładać w dłoniach, uznać, że już nie jest potrzebne i wyrzucić. Jako pył, jako proch czegoś, co było, ale już przestało działać. Coś, co kiedyś miało sens, ale teraz może odejść.
............................................................................................
[1] TRE (Tension & Trauma Releasing Exercises) to zestaw prostych ćwiczeń fizycznych opracowany przez dr. Davida Berceliego, które mają na celu uwolnienie głębokiego napięcia mięśniowego oraz stresu nagromadzonego w ciele. Ćwiczenia te aktywują naturalny mechanizm neurogenicznego drżenia. Jest to fizjologicznea reakcja, dzięki której organizm może "zrzucić" nadmiar pobudzenia i wrócić do stanu równowagi. TRE nie wymaga analizy ani wracania do traumatycznych przeżyć. Opiera się na mądrości ciała, które samo wie, jak się regulować, gdy tylko stworzy mu się do tego bezpieczne warunki.
[2] Skrót PTSD oznacza: Post-Traumatic Stress Disorder, czyli „zespół stresu pourazowego”.
To zaburzenie psychiczne, które może rozwinąć się po doświadczeniu silnie stresującego lub traumatycznego wydarzenia takiego jak wojna, wypadek, przemoc, katastrofa naturalna czy nagła utrata bliskiej osoby. PTSD nie dotyczy wyłącznie żołnierzy, może wystąpić u każdego, kto przeżył sytuację przekraczającą jego zdolność radzenia sobie.
Osoby z PTSD często doświadczają nawracających wspomnień, koszmarów sennych, flashbacków (czyli nagłych, intensywnych powrotów do sceny traumy), a także stanów lękowych, drażliwości czy odrętwienia emocjonalnego. Unikają miejsc, ludzi lub sytuacji przypominających o traumie. PTSD to nie „słabość”, to reakcja organizmu, który nie zdążył przetworzyć i zintegrować ekstremalnego doświadczenia.
Zaburzenie to może mocno wpływać na codzienne funkcjonowanie, ale dzięki odpowiedniej terapii, a także pracy z ciałem, psychoterapii traumy lub na przykład metodzie TRE można wrócić do równowagi i odzyskać poczucie sprawczości.



