Po prostu bądź sobą w Afryce
Po prostu bądź sobą w Afryce
Ostatnio odezwał się we mnie duch wagabundy – podróżnika, który poprzez wspomnienia przypomina mi jak to jest wieść niestandardowe, niezależne życie, doświadczać różnych miejsc na świecie i przeżywać związane z tym przygody. Jest ich sporo w mojej pamięci.
Na przykład taki obrazek, gdy pierwszy raz wiele lat temu wylądowałem w Dakarze. Po wyjściu z samolotu trzeba było udać się po odbiór bagażu. Doszedłem do takiego miejsca, gdzie nie było żadnych taśm transportowych dla walizek, jedynie symboliczne oznaczenie, że to jest właśnie ten punkt, gdzie mogę odebrać moje rzeczy. W pewnym momencie, podjechała mała ciężarówka, wywrotka właściwie i po prostu wysypała wszystkie bagaże na kupę. Tłum pasażerów rzucił się w tę stronę. Patrzyłem na to z lekkim przerażeniem, bo wydawało mi się, że każdy bierze, co popadnie i ucieka. Pomyślałem sobie: „Co tu się dzieje?”. Kiedy kurz opadł i tłum się rozproszył, mój bagaż leżał samotnie, nienaruszony, czekając na mnie. To mnie zadziwiło, bo wydawało mi się, że w takim chaosie wszystko może zaginąć.
Oczywiście od tamtego czasu wiele się zmieniło. Teraz wszystko jest bardziej cywilizowane. Ale wystarczy odejść kilka metrów od lotniska i zaczyna się ta prawdziwa Afryka, którą trudno opisać słowami. "This is Africa". Po prostu. Tak mówią. To jest Afryka, gdzie ludzie jeżdżą na motocyklach, czasem w kilka osób i improwizują na każdym kroku. Na przykład, buty potrafią zrobić z opon. Albo widzisz gościa, który przemieszcza się po ulicy z włócznią i rozmawia przez najnowszego iPhone'a. Takie sceny tam są na porządku dziennym. Podzielę się może tymi ciekawostkami, które na mnie zrobiły największe wrażenie.
Piłka ledwo się trzyma, lecz mundial trwa
Na wybrzeżu Atlantyku widziałem na przykład bardzo stare siłownie. Tam jest mnóstwo młodzieży, która regularnie ćwiczy. Sylwetki Senegalczyków są naprawdę imponujące. Świetnie zbudowane, zadbane, z widoczną muskulaturą.
Piłka nożna jest tam takim sportem, do uprawiania którego używa się czasami nawet kawałka gumy, butelek, do tego dwie zaznaczone bramki i mundial trwa. To jest pasja. Czasami ci „zawodnicy” mają nawet jakąś piłkę prawie bez powietrza, taką, że po prostu ledwo się trzyma.
Jest też dużo tańca. Młodzi ludzie spotykają się w różnych miejscach, gdzie wykonują układy taneczne i wychodzi im to bardzo naturalnie. Jest tam też sporo osób, które zajmują się akrobatyką. Ona jest uprawiana również w rytmie bębnów i innych instrumentów. Co ciekawe, nawet na piasku, na bosaka, tancerze potrafią robić różne imponujące figury.
Kiedy trwoga to do… szamana
To właśnie fascynuje mnie w Afryce: muzyka, rytm, taniec, ćwiczenia. Te elementy są ze sobą powiązane. A co ciekawe, w tle obecny jest islam. To dodaje temu wszystkiemu swoisty klimat, bo jest to dominująca religia, która w tamtych regionach została tak przeobrażona i zmieniona, że współistnieje z lokalnymi wierzeniami, gdzie obecne są duchy, różne rytuały i obrzędy. Dwie rzeczywistości. Wielka monoteistyczna religia i tradycyjne wierzenia, przenikają się nawzajem.
Mimo że te lokalne obrzędy są czasem wyśmiewane, a nawet zdarza się, że szamani płacą za nie życiem, to w chwilach kryzysu ludzie lgną do nich i często zwracają się po pomoc, zapominając o swojej pierwotnej religii. Szczególnie wtedy, gdy sytuacja wymaga natychmiastowej interwencji duchowej czy medycznej.
Szaleństwo z sieci
W Senegalu i Mauretanii bardzo charakterystyczne są kolorowe łodzie na oceanie. Kiedy przypływają na plażę, zaczyna się szaleństwo. Ludzie biegną do rybaków, którzy wyciągają swoje połowy, często o bardzo intensywnym zapachu. Trzeba pamiętać o tym, że wysokie temperatury zmuszają do szybkiego przerabiania ryb. Pojawiają się kobiety z wiadrami na głowach, by od razu zabrać się do pracy.
Co do higieny, to rybie resztki lądują na ziemi, a ludzie przemieszczają się po nich, ale mimo to są uśmiechnięci, radośni, zadowoleni. Pojawia się myśl, czy to nie jest niebezpieczne, ale skoro żyją tak od tylu lat i funkcjonują w ten sposób, to znaczy, że natura znalazła swoje rozwiązanie na ten problem związany z odpadkami po ćwiartowaniu ryb.
Oklaski na dzień dobry
Mieszkańcy Afryki nie przywiązują dużej wagi do szczegółów. Kiedy budują domy, to czasem wychodzi coś krzywego, a jak postawią kilka pięter, to zdarzają się nawet katastrofy budowlane, bo nie dokładnie przykładają się do pewnych rzeczy. Z drugiej strony, mają świetne wyczucie estetyki i pracują nad prozdrowotnymi rozwiązaniami.
Jest też coś, co mnie zaciekawiło. Dlaczego przed wejściem do domu klaszcze się? Otóż domy często nie mają drzwi, więc nie ma w co zapukać. Klaszcząc, sygnalizuje się swoją obecność i informuje, że chce się wejść.
Jak pachnie proch w tym klimacie
Mój powód wizyt w Afryce zazwyczaj był związany z zapewnieniem bezpieczeństwa naszym obywatelom i organizacją pomocy, jeśli była potrzebna. Żeby jednak móc skutecznie działać, musieliśmy najpierw sami poznać te najbardziej niejasne, trudne i niebezpieczne miejsca. Zanurzyliśmy się w te realia, żeby lepiej je zrozumieć i być gotowym do działania w razie kryzysu, a także by móc skutecznie operować w takim środowisku.
Moja obecność w Senegalu, Kamerunie czy innych miejscach w Afryce, miała też związek z udzielaniem pomocy i szkoleniem tamtejszych formacji sił specjalnych. Przy okazji zetknęliśmy się z dwoma odmiennymi światami. Z jednej strony nasz ten mundurowy, militarny świat w poszczególnych afrykańskich państwach, a z drugiej ten mroczny świat związany z organizacjami terrorystycznymi i całym złem, które czai się po drugiej stronie barykady.
Aby to naprawdę zrozumieć, trzeba tam być, doświadczyć tego na własnej skórze i „powąchać prochu” w tamtym specyficznym klimacie.
Ludzie są tacy jak wszędzie
Mam kolegę, który jest prawdziwym pasjonatem Afryki. Zresztą, nie tylko Afryki, ale to właśnie ten kontynent go najbardziej fascynuje. Z małym plecakiem wyrusza w najodleglejsze, odludne miejsca, spędza czas z lokalnymi mieszkańcami, podróżuje z nimi autobusami, a często nocuje w ich skromnych domach.
Nie można przecież zapominać, że Afryka to miejsce, gdzie można natrafić na choroby, które dla nas mogą być trudne do przezwyciężenia. Dlatego go podziwiam, ponieważ bez wahania wyrusza w te najbardziej niedostępne rejony. To jego cel, by dotrzeć tam, gdzie niewielu się odważy.
Kiedy go pytam o wrażenia, to zawsze wraca z podobnym doświadczeniem i komentarzem: „Ludzie są tacy jak wszędzie. Jeśli chcesz spotkać dobrych ludzi, znajdziesz dobrych. A jeśli szukasz złych, to też na takich natrafisz.”
Wszystko zależy od naszego nastawienia i odpowiedniego przygotowania. Trzeba też pamiętać o formalnych i nieformalnych miejscowych zwyczajach. Od drobnych łapówek dla policjantów, którzy mogą się przyczepić o cokolwiek, po lokalne zwyczaje, o których warto poczytać, żeby nikogo nie urazić. Najważniejsze, to po prostu być sobą.



