Opowieści przy choince z opakowań po amunicji
Opowieści przy choince z opakowań po amunicji
Zawsze miałem świadomość tego, że kiedy jest się w czynnej służbie dla innych, kiedy jest się na przykład lekarzem, strażakiem czy tak jak ja, żołnierzem, to jest się w gotowości przez całą dobę. Nie można tak po prostu od tego odstąpić. Chyba, że ktoś już przestaje wykonywać ten zawód i został zwolniony ze swoich obowiązków. Wtedy ma prawo powiedzieć: „Dzisiaj nie mogę”.
Misje trwają zazwyczaj pół roku lub dłużej, więc jeśli ten okres obejmuje święta, czy to Boże Narodzenie, czy Wielkanoc, to trzeba po prostu zostać na miejscu. Bywało tak, że w czasie świąt, będąc na misji, wracaliśmy do bazy, do bezpiecznego miejsca, by tam spędzić ten czas. Wtedy raczej nie prowadziliśmy działań bojowych, było spokojniej.
Jeśli byliśmy w kraju na ćwiczeniach lub szkoleniach, to zwykle udawało się wrócić do domu przed wigilią, ale jeśli chodzi o misje, to praktycznie nigdy nie było szans na powrót. W jednostkach wojskowych zawsze ktoś zostaje na służbie.
Zazwyczaj robiono wszystko, żeby jak najwięcej osób mogło pojechać na święta albo Nowy Rok, ale rzeczywistość była taka, że nie każdy miał na to szansę. Statystycznie rzecz biorąc, zawsze zdarzały się takie momenty, że ktoś musiał zostać w pracy i spędzić święta na służbie. To po prostu część naszej codzienności w wojsku.
Codzienna gotowość do służby w święta
Jeśli coś lubię wykonywać, niezależnie od tego czy jestem lekarzem czy wojskowym kucharzem, to warto bym wszystko robił „na maksa”. Chodzi o to, by być w pełni zaangażowanym i nie myśleć o rozpraszaczach. W takich momentach, jak okres przedświąteczny i świąteczny, kiedy jest się na wyjeździe, to myśli często uciekają do tych, którzy czekają przy wigilijnym stole. Niestety, nie zawsze możesz w tym uczestniczyć, bo masz robotę, a jak już ją masz, to trzeba dać z siebie sto procent. Zarówno chirurg podczas operacji jak i żołnierz stojący na granicy, który w każdej chwili może stanąć w obliczu jej naruszenia, nie mogą pozwolić sobie na brak koncentracji. Oni muszą być na pełnych obrotach zaangażowani.
W trakcie pandemii była taka historia ze świętami w tle i z tą gotowością bycia żołnierzem przez całą dobę. Trzeba było szybciutko się spakować i pojechać, żeby pomóc kierowcom TIR-ów się przebadać. Grupa kilkudziesięciu wojskowych medyków udała się w dzień wigilii do Wielkiej Brytanii, gdzie robili testy na obecność koronawirusa polskim kierowcom czekającym na granicy w Dover na wjazd do Francji.
Czy ktoś, kto jest w pełni skoncentrowany na swojej pracy, ma w ogóle czas na to, żeby było mu smutno, przykro, czy żeby popadał w jakieś refleksje, czy jakieś „ciemniejsze” myśli? Na pewno w takich wyjątkowych momentach dużo trudniej jest utrzymać swoją koncentrację na służbie. Ale skoro ktoś wybrał taką drogę i jest osobą właściwą na właściwym miejscu, co podkreślam wielokrotnie, to potrafi również czas pracy przeanalizować i przejść przez niego w sposób zorganizowany i zgodny z tym, jak działa na co dzień, gdy nie ma świąt.
Własne ciepło w lodowatych okolicznościach
Co do moich doświadczeń związanych ze świętami Bożego Narodzenia, Sylwestrem czy Wielkanocą, które przyszło mi spędzać w różnych częściach świata, to przypominają mi one sytuację podobną do tej, jaką może przeżywać polarnik, który eksploruje i bada śnieżne pustkowia. Wędruje w ekstremalnych okolicznościach, gdzie bywa, że szaleją niskie temperatury, silne wiatry i ograniczony dostęp do wszelkich potrzebnych na co dzień zasobów. Gdy się zatrzymuje, to wyciąga ze swoich juków albo sań namiot, śpiwory, przygotowuje sobie posiłek i tworzy namiastkę przestrzeni, którą może ogrzać sobą i „swoim ciepłem”.
Podobnie jest z żołnierzem, policjantem czy kimkolwiek, kto funkcjonuje w trudnych warunkach. Każdy z nich buduje sobie w myślach albo wokół siebie miejsce, w którym próbuje przetrwać taki moment, kiedy powinien być z bliskimi. Tworzy coś, co przypomina „namiot”, w przenośni i dosłownie, gdzie tworzy wokół siebie ciepło i poczucie bezpieczeństwa.
Niezależnie od tego, czy znajdujemy się gdzieś na końcu świata, w Azji, Afryce czy w środowisku, które nie jest dla nas przyjazne, bo nie jesteśmy w nim mile widziani, potrafimy zbudować sobie przestrzeń, w której czujemy się na tyle komfortowo, by móc wykonywać swoje obowiązki.
Lider na świątecznym froncie
Większość rzeczy, które robisz, będąc w odległych krajach, zwykle nie robisz sam. Bardzo rzadko zdarza się, że ktoś otrzymuje zadanie i działa w całkowitej samotności. Zazwyczaj są ludzie wokół ciebie. Trudność jest wtedy, gdy oprócz tego, że jesteś gdzieś daleko, pełnisz rolę lidera. Wtedy musisz też dbać o innych, którzy różnie znoszą takie sytuacje. Każdy ma swój sposób na przeżywanie takich chwil.
Bycie liderem wiąże się z tym, że decyzje podejmujesz samotne. Mówi się, że szef, prezes czy lider zawsze musi mierzyć się z tym sam. Gdy jesteś na szczycie jakiejś organizacji i już nie ma nikogo ponad tobą, ostateczne decyzje należą tylko do ciebie. Oczywiście są doradcy, jest wsparcie, ale na końcu to ty ponosisz odpowiedzialność za podjęte działania.
Wyobraź sobie, że masz sytuację, w której jesteś gdzieś daleko, czy to w Iraku, czy w Afganistanie i jesteś szefem odpowiedzialnym za grupę ludzi. I oprócz tego, że masz ich pod opieką, to zmagasz się też z samotnością podejmowania decyzji, bo taka jest twoja rola lidera. I pojawiają się pytania: jak przygotować święto? Jak zorganizować coś, co da choć namiastkę normalności? Jak sprawić, żeby w tych trudnych warunkach chociaż na chwilę poczuć, że jest świątecznie? I wtedy przychodzą pomysły odnośnie przygotowywania oryginalnych potraw, wspólnego gotowania, śpiewania kolęd czy robienia choinki z opakowań po amunicji.



