CZŁOWIEK KOMPLETNY

Grzegorz "Ma-ken" Mikłusiak
Znajdź wewnętrzną równowagę i podnieś jakość swojego życia. 

Ma-Ken
phone   +48 500 464 525 Grzegorz

Fortyfikacje na „białą” godzinę

fortyfikacje na
fot. fortyfikacje na "białą" godzinę
 

Fortyfikacje na „białą” godzinę
Zastanawiam się nad tym jak należałoby układać w życiu działania i na co zwrócić uwagę by utrzymać własne ciało i psychikę w dobrej kondycji. Gdybyśmy popatrzyli na człowieka jak na konstrukcję, która jest warownym zamkiem…
 
Ja-zamek „górny”
Położyłbym wtedy nacisk na to, by zbudować coś w rodzaju solidnego fundamentu. Zadbałbym najpierw o to, co związane jest z funkcjami życiowymi. One muszą być chronione. Oddychanie. Nawodnienie. Zabezpieczyłbym więc dostęp do wody.

Wzniósłbym wysokie mury, by mieć gdzie mieszkać i gromadzić potrzebne do przeżycia zapasy. Powstałyby fortyfikacje by móc poczuć się bezpiecznym i mieć optymalną przestrzeń na odpoczynek, na spokojny oddech, na budowanie siebie.
 
Ja-zamek niestrzeżony
Poniżej byłoby podzamcze, czyli dodatkowy kordon relacji, zobowiązań, spraw ważnych, ale nie najpilniejszych. Nie chcę przez to wyrazić, że one są nie ważne. Po prostu są dalej od mojego centrum. Ja, ten zamek „górny”, czyli właściwy, mogę funkcjonować bez nich przez jakiś czas, ale nie będę wtedy w pełni sobą.
Jeszcze niżej są pola wokół całej mojej konstrukcji. Można je uprawiać. Przy nich łąki, potoczki, lasy. Tam żyją zwierzęta i ptaki. To przestrzeń na przyjemności, estetykę, zachwyt. Piękno ma swoją wartość. To natura. Lecz z punktu widzenia obrony zamku i z perspektywy zagrożenia, to nie są rzeczy pierwszorzędne. Kiedy przebywamy w tych obszarach za długo i zapuścimy się w nich za daleko, wówczas zamek „górny”, to nasze centrum, nie przetrwa i nie będzie stabilne.
 
Ja-zamek bez serca
Załóżmy, że skupimy się na tym, aby zająć się uprawą pól, gromadzeniem żywności. Zachwycamy się pięknem i przyjemnościami, jakie ono ze sobą niesie. Idziemy tam, gdzie jest zabawa, dopamina i śmiech. Koncentrujemy się tylko na relacjach, by tym, co są wokół nas było dobrze. W tych okolicznościach łatwo zapomnieć o sobie.
To tak jakby zarządca zamku, tego naszego centrum, rozwinął całą infrastrukturę i życie społeczne swoim poddanym. W ten sposób ma wartościowych ludzi z talentami i świetną organizacją, lecz zapomniał przygotować przywództwa na wypadek kryzysowej sytuacji, kiedy pojawią się agresorzy. Zapomniał o centrum, o tym miejscu w „górnym” zamku, który powinien nadawać właściwy kierunek. Bez tego rdzenia cała konstrukcja się rozpadnie. Dlatego muszę wrócić do siebie, do serca zamku.
 
Ja-zamek z barbakanem
Muszę się więc obudzić z tego, swego rodzaju snu i ułożyć wszystko od nowa. Jestem znowu na „górnym” zamku. W centrum. Mam swoją przestrzeń. Ciszę. Świadomość siebie. Tutaj wszystko układam i przygotowuję. To jest przemyślane. Mam zdefiniowane priorytety. Wiem co jest najważniejsze. Zaczynam od zabezpieczenia przetrwania i własnego bezpieczeństwa. Dowodzę moim życiem. Tworzę w sobie wewnętrzny ład.
Co naprawdę ma znaczenie? Zdrowie. To jest rdzeń.

Potem jest czas na „politykę” czyli sposób komunikacji z moimi ludźmi. Oni muszą wiedzieć po co to wszystko i czuć się ważni, bo są przecież częścią większego planu. Łączę się też z ich celami, dzielę się wiedzą z nimi, abyśmy mogli być jednym organizmem w sytuacjach kryzysowych, gdy przyjdzie zagrożenie.
Prowadzę dalej działania operacyjne. Buduję nowe fosy, mury i zabezpieczenia. Ustawiam wojowników w basztach na poszczególnych odcinkach swojego muru obronnego. Codzienne nawyki. Proste wybory. Ciało w ruchu. Jedzenie, które mi służy.
 
„Na czatach” emocjonalnej uważności
I na końcu działania taktyczne. Wysyłam zwiadowców do rozpostartej wokoło zamku przestrzeni przyrody. To te elementy mnie, które są wrażliwe, stabilne i zrównoważone. Ich zadaniem jest to, by w tym zachwycie nad otaczającym światem wyłapać i reagować na wszystko, co wnosi niepokój. Bym mógł bronić się warstwowo. Od zewnętrznych obrzeży, aż po samo serce zamku. Mądrze. Z wyprzedzeniem. Ze świadomością, że ktoś trzyma straż.
To moja uważność. Moje granice. To kontakt z emocjami. To decyzje podejmowane z myślą o całym systemie mojego zamku, a nie tylko o chwilowej przyjemności. Wtedy jestem gotowy nie tylko na tę przysłowiową „czarną” godzinę…
 
Ja-zamek z otwartym sercem
Bo może nie chcę już gromadzić sił tylko po to, by przetrwać, lecz chcę budować zamek SIEBIE, w którym nie tylko znajdę schronienie, ale i otworzę okna. Zjem posiłek z kimś bliskim w ciszy lub pójdę na spacer bez celu. Będę budować moje życie tak, by cały czas być gotowym na „białą” godzinę, szczęśliwą i kolorową.
Wtedy mój zamek z pozycji obronnej i statycznej przekształca się w taki, który ma wyjątkową moc i jest elastyczny. Wchodzi w różne reakcje z otaczającym go środowiskiem. Po prostu idzie przez życie.
W „górnym” zamku dalej mieszczą się podstawowe funkcje: oddychanie, nawodnienie, właściwy sen, odpoczynek. Jak nie zadbamy o zdrowe ciało, to wszystko inne traci sens. Gdy jestem zdrowy, świadomy i obecny, jestem szczęśliwy i akceptuję siebie. Wtedy mogę tę radość dawać i dzielić się nią. Działam z miejsca mojej wewnętrznej mocy.
W ten sposób poprawiam komunikację z innymi, tak by iść razem w kierunku, który jest spójny z moim marzeniem i jednocześnie zbieżny z intencjami tej drugiej osoby, jaka mi towarzyszy. Nie zakładamy z góry zdrady, złości, manipulacji i lęku. A jeśli takie się pojawią, to potrafimy się od tego dociąć, bo nie jest to w klimacie intencji przygotowywania się do „białej” godziny.
 
Cisza przedmurzy
Pozostaje jeszcze ta przestrzeń, która otacza nasz zamek. To nie tylko natura i przyroda. To także przedmioty, jakie zebraliśmy w ciągu swojego życia wokół siebie. Bywa, że gromadzimy je kompulsywnie, bo może „się przydadzą”. Wiszą jeszcze z metkami w szafie albo zapełniają półki na regałach.
A gdyby na nie spojrzeć jak na narzędzia, które służą nam w życiu? Mamy samochód, by nim zwiedzać piękne miejsca na świecie. Mamy pieniądze, które możemy mądrze zainwestować i spożytkować na określone cele. Mamy czas, to przeznaczamy go na to, co nas wzmacnia.
 
Wtedy przygotowywanie się na „białą” godzinę w życiu nie jest już tylko ideą. Jest poczuciem jego istoty nie tylko przez pełne sześćdziesiąt minut. „Biała” godzina może mieć i sto dwadzieścia minut. Może też trwać dwadzieścia cztery godziny i przerodzić się w doświadczanie spełnionego życia.