CZŁOWIEK KOMPLETNY

Grzegorz "Ma-ken" Mikłusiak
Znajdź wewnętrzną równowagę i podnieś jakość swojego życia. 

Ma-Ken
phone   +48 500 464 525 Grzegorz

Elastyczni wrogowie sukcesu

elastyczni wrogowie sukcesu
fot. elastyczni wrogowie sukcesu
 

Elastyczni wrogowie sukcesu
 
To zagadnienie wydaje się szczególnie aktualne w kontekście noworocznych postanowień. Skoro mamy już je określone, to teraz, wchodząc w odpowiedni rytm, powinniśmy dążyć do ich realizacji i oczekiwać właśnie sukcesu. Nieważne czy przyjdzie on później czy wcześniej. Ważne, aby konsekwentnie realizować wszystkie działania zgodnie z aktualną wiedzą. Może warto też zastanowić się nad tym, jakie wyzwania i trudności mogą się pojawić w tej wędrówce. Zarówno te zewnętrzne, w postaci innych ludzi czy otoczenia, w którym funkcjonujemy, jak i wewnętrzne, wynikające z naszych własnych ograniczeń.
 
Zacznijmy od tego, co według mnie oznacza słowo „sukces”. To może być osiągnięcie celu, spełnienie marzenia czy życie zgodne z określonymi zasadami. Pewnie dla każdego ta definicja będzie inaczej brzmiała. W moim rozumieniu sukces jest wykuwany w sprzyjającej atmosferze, w harmonii zarówno z tym co wewnątrz jak i tym co na zewnątrz.
Wiadomo też, że jest to proces i on powinien być ciekawy i inspirujący. Bo cóż to za życie, jeśli wszystkie nasze zasoby poświęcilibyśmy wyłącznie na osiągnięcie jakiegoś celu, a przy okazji uczynilibyśmy z niego coś na kształt katastrofy? Pełnej napięć i zniszczeń, które towarzyszyłyby nam na tej drodze.
 
Dwa głosy w jednej głowie
To dążenie nie może nam odbierać radości życia. To jest ewolucja, która pozwala nam wprowadzać pewne modyfikacje. W momencie, kiedy już dojdziemy do sukcesu, może się okazać, że wygląda on trochę inaczej, niż sobie wyobrażaliśmy na początku. A czasem wręcz zupełnie inaczej prezentuje się na końcu niż zakładaliśmy na samym starcie.
 
Wyobraźmy sobie człowieka, który zmierza w określoną stronę i ma jasno wyznaczony cel. Co może go zacząć hamować? Na pewno wątpliwości i lęki. Jeśli staną się one silniejsze od jego chęci zrobienia kolejnego kroku, to w końcu się zatrzyma i nie pójdzie dalej. To one są „odciągaczem” od działania. Pojawiają się różne wymówki. Na przykład zmęczenie lub inne przeszkody, które nagle stają na drodze. 
 
Można to sobie wyobrazić jako wewnętrzną walkę. Z jednej strony jest demon, który kusi, by się zatrzymać, odpocząć, zrezygnować. Ale z drugiej strony mamy tego „pracusia”, wewnętrznego sojusznika, który wspiera, docenia dotychczasowe osiągnięcia, motywuje i przypomina: „Rozwijaj swoje umiejętności. Pracuj nad pewnością siebie. Jesteś tego wart. Zrób kolejny krok.” Jakbyśmy mieli dwa głosy w głowie. Jeden nas hamuje, a drugi powinniśmy wzmacniać by iść na przód.
 
Okowy natychmiastowej przyjemności
Zmora w naszej historii ludzkości: tak zwana natychmiastowa gratyfikacja i koncentrowanie uwagi na niej. To sprawia, że zamiast iść do przodu, często tkwimy w „okowach” różnych rozpraszaczy. Czy to bezmyślne skrolowanie, oglądanie kolejnego ciekawego serialu, czy czasem po prostu nadmierne wylegiwanie się i odpoczywanie. To bardziej nas degraduje niż powoduje, że odpoczywamy.
 
Czy można coś z tym zrobić? Oczywiście.

Ktoś, kto dobrze zarządza czasem, tworzy listę priorytetów i eliminuje skutecznie rozpraszające go czynności, idzie szybciej w stronę sukcesu.
 
Ciężar cudzych dramatów
Co bywa ogromnym wyzwaniem na twojej ścieżce do sukcesu? Osoby, które są wokół ciebie, potrafią cię ściągnąć w dół. Często z różnych powodów i wywołanych przez innych okoliczności zatrzymujesz się i stwierdzasz: nie mogę teraz skupiać się na realizacji tego co chcę, bo muszę zrobić coś dla kogoś, kto tego ode mnie wymaga albo potrzebuje.
Tutaj powinny pojawić się ostrzegawcze pytania. Czy ta osoba nie oczekuje ode mnie zbyt wiele? Czy nie ryzykuję tutaj tym, że sam padnę pod ciężarem jej problemów? Jeśli wyczerpiemy swoje zasoby, poświęcając je innym, może nam braknąć siły, by iść dalej własną drogą.
 
Jakie byłoby na to lekarstwo? Działanie, które opiera się na mądrym wsparciu. Ono może płynąć od mentorów, przyjaciół czy bliskich nam grup ludzi, którzy motywują nas do kontynuowania procesu rozwoju w dążeniu do celu. Bycie i otaczanie się osobami, które idą w podobnym lub tym samym co ty kierunku, może sprawić, że będzie ci znacznie łatwiej dotrzeć w miejsca, które sobie wymarzyłeś.
 
Jak często, dążąc w stronę sukcesu, zastanawiamy się nad tym, co mogą o nas powiedzieć inni lub co możemy zrobić dla innych? Oczywiście, jeśli jest to częścią naszej misji lub celu, który chcemy osiągnąć, to ma to sens. Jednak, jeśli całkowicie skupimy się na świecie zewnętrznym i na tym, co o nas myślą inni, istnieje ryzyko, że stracimy z oczu samych siebie. A to może sprawić, że nigdy nie dotrzemy do celu, który sobie obraliśmy.
 
Elastyczne zarządzanie wiatrem zmian
Co zrobić, aby to, co dzieje się na zewnątrz, nas nie hamowało? Kluczowe jest podejmowanie małych kroków i systematyczne działanie. Przydatne będzie koncentrowanie się na jednym zadaniu na raz i robienie każdego z tych kroków z dużą uważnością przy jednoczesnym obserwowaniu tego, co się dzieje wokół nas.
I jeszcze jedna istotna kwestia, która powinna być wpisana w nasz „marsz” do celu. Mamy jasno określony cel, wiemy, jak do niego dążyć, mamy grupę wsparcia, która podpowiada nam różne ciekawe rozwiązania, ale mamy też dynamicznie zmieniający się świat. On powinien być dla nas podpowiedzią oraz inspiracją do elastyczności. 
 
Elastyczność nie oznacza jednak tego, że za każdym razem, gdy zawieje wiatr, zmieniamy kierunek i porzucamy obrany cel. Chodzi o to, by wyciągać trafne wnioski i podejmować działania w taki sposób, aby zmniejszać opór względem tego zmieniającego się wiatru i efektywnie zmierzać do celu.
Co mam na myśli? Kiedy płyniesz żaglówką rzadko zdarza się, że wiatr wieje idealnie w kierunku twojego celu, tak że ustawiasz tylko żagle i płyniesz. Zazwyczaj fale powietrza tańczą na jeziorze czy morzu i zmieniają kierunek. Wtedy musisz dostosować ustawienie żagli. To jest właśnie elastyczność. Płyniesz często zygzakami i zakosami, łapiąc odpowiednie prądy, aby złapać odległość i szybciej zbliżać się do celu.
Przestrzegałbym przed stawianiem elastyczności na pierwszym miejscu. Ona jest wpisana w działanie, ale sama w sobie nie może stanowić podstawy nastawienia do wykonania danego działania.
 
Wyobraźmy sobie, że wyruszamy w góry i zakładamy, że będziemy elastycznie dostosowywać się do warunków pogodowych, ale idziemy bez wcześniejszego przygotowania i przemyślenia planu. Liczymy na to, że „jakoś to będzie”, że na miejscu wymyślimy, co dalej. Albo wybieramy się w podróż, zabierając ze sobą tylko jedną rzecz, myśląc, że resztę kupimy albo zorganizujemy na bieżąco.
 
Siostra sukcesu
Podszedłbym do tego zgodnie z czwartą zasadą sił specjalnych: nie da się stworzyć kompetentnych sił specjalnych po tym, jak zaistnieje potrzeba ich użycia. Jeśli mamy coś zrobić, kluczowe jest wcześniejsze zaplanowanie działań i przeprowadzenie pewnego „treningu”. Warto wykonać te czynności, które są najbardziej prawdopodobne i potrzebne.
Kiedy przyjdzie czas na działanie może się okazać, że przejdziemy przez wszystko gładko, „jak po sznurku”.

A jeśli coś się popsuje, to właśnie wtedy możemy być elastyczni by dostosować się do sytuacji. To jest jednak jedynie dodatek do całego szeregu działań. One nie są oparte na elastyczności i wymyślaniu na bieżąco. To jest mało skuteczne. A to właśnie skuteczność i sukces są jak rodzeństwo, ściśle ze sobą powiązane. Jeśli mówimy o sukcesie, to jest on naturalnym wynikiem skuteczności.