CZŁOWIEK KOMPLETNY

Grzegorz "Ma-ken" Mikłusiak
Znajdź wewnętrzną równowagę i podnieś jakość swojego życia. 

Ma-Ken
phone   +48 500 464 525 Grzegorz

Codzienna reinkarnacja

czy to co robisz wynika z głosu twojego serca?
fot. czy to co robisz wynika z głosu twojego serca?

Codzienna reinkarnacja
A gdyby tak w tym roku każdy dzień rzeczywiście potraktować jak pierwszy dzień z reszty mojego życia?
 
Stan techniczny: żyję
Cud. Jestem. Cieszę się. Jest radość i obserwacja. Zbieranie wewnętrznych danych. Uruchamianie własnych zmysłów oczu, uszu, smaku, węchu, słuchu, dotyku, czyli sensorów, które dostarczają mi niezliczoną ilość informacji z otoczenia, w jakim się znajduję. Uważam na tak zwaną drogę życia, po której zamierzam podążać. Żeby mnie coś nie potrąciło, nie zjadł mnie tygrys szablozębny, albo żebym nie został skradziony razem z moim wehikułem ciała przez obce siły z innej planety…
Może nawet warto „kopnąć w oponkę” i sprawdzić, czy cała karoseria po nocy jest nienaruszona. Czy człowiek poprzedniego wieczoru nie wylądował przypadkiem na jakiejś imprezie, skąd go przynieśli i złożyli do łóżka, a on rano budzi się i próbuje ustalić. Po pierwsze: kim jest, po drugie: co właściwie wydarzyło się w ostatnim czasie. Zbiera fakty i dopiero na ich podstawie decyduje, czy w ogóle może iść dalej. O ile ma w czym iść, bo może się okazać, że brakuje ubrań, butów, kluczyków czy portfela.
 
Faza testowa: „podkurwienie”
Oczywiście żartuję, lecz ukrywam pod tym prześmiewczym tonem małe zadanie do wykonania. Chodzi mi o to, jak po przebudzeniu doświadczyć codziennej reinkarnacji, poczuć się „nowym”. Po tym porannym przeglądzie i sprawdzeniu tych wszystkich istotnych punktów w ciele, które świadczą o tym, że jest ono kompletne i sprawne, kontynuujesz swój pobyt na tym łez padole.
Zapalasz silnik i ruszasz w stronę życia, a wnętrze twoje oczywiście spokojne. Zgodnie z wszelkimi dostępnymi poradami, z równowagą w sobie, zaczynasz nowy dzień. Włączasz się do ruchu i dajesz kierunkowskaz. Jesteś. Jedziesz. Zaczynasz interakcje z innymi osobami, które też akurat wpadają na twoją drogę życia. Co my tu mamy za zasady w tym ruchu?
Jesteś po codziennej reinkarnacji, nieskażony wczorajszymi dokonaniami. Wszystko dobrze. Jedziesz. Ktoś jednak na tobie wymusza pierwszeństwo. Wszystko na to wskazuje, że je miał, ale jednak wymusił, bo przecież nikt nie będzie ci mówił, jak masz żyć. Chyba zaczyna wzrastać w tobie lekko tak zwane „podkurwienie”. To nic. Masz przecież różne zestawy ćwiczeń na takie okazje jak wymuszanie pierwszeństwa. Na przykład oddychanie „po kwadracie”. Stosujesz. Wdech. Wydech. Zamiast kwadratu wychodzi trójkąt. Zatrzymujesz się i trąbisz na gościa przekleństwami z całą parą jaką masz w płucach po tym wyciszającym ćwiczeniu oddechowym.
 
Wersja robocza: racja czy relacje
Zeszło ciśnienie. Teraz lepiej… nic nie mówić, bo właśnie wszedłeś do „roboty”. A tam już czeka ekipa, żeby ci wrzucić trochę ze swoich codziennych taczek, bo mają za dużo, a ty się spóźniłeś przez tę aferę z wymuszeniem pierwszeństwa i nie masz odwrotu. Musisz to przyjąć.
Myślisz sobie, dobrze, buduję przecież relacje. Nie ważne, że oni nie mają racji, ale doskonale znasz to hasło: „co wybierasz rację czy relację”. Ruszasz w nowy dzień pracy ze swoją nadprogramowo załadowaną taczką i wywalasz ją zupełnie niechcący dokładnie tam, gdzie ktoś inny już coś sobie zaplanował i dochodzi do konfliktu, którego nie jest w stanie rozwiązać nawet szef. Jeszcze dzień się dobrze nie zaczął, a tyle rzeczy już się wydarzyło w tym całkiem nowym, dzisiejszym, twoim wcieleniu. I tak aż do wieczora, przez cały dzień zbierają się różne obrazki w twojej głowie.
Jak ustawić swój umysł, aby one całkowicie tobą nie zawładnęły i zupełnie przysłoniły radość z kolejnych momentów życia?
 
Reset systemu
Gdybym miał to przekierować na moje doświadczenia zawodowe, to pierwszym skojarzeniem w takiej sytuacji jest myśl by wrócić do „ustawień fabrycznych”.
Wyobraź sobie, że czasami bywało tak, że przez kilka dni patrolowaliśmy pustynię. Przez trzy dni jadło się racje żywnościowe specjalnie przygotowane do takich warunków. Na początku nawet smaczne, ale na dłuższą metę takie jedzenie po prostu nie sprawia przyjemności.
Sen jest krótki, płochy. Śpisz w gotowości do walki. Musisz być przygotowany na to, że gdy tylko otworzysz oczy od razu biegniesz na swoją pozycję, albo już na niej jesteś i natychmiast wykonujesz zadanie. Jedziesz samochodem w kurzu, przemieszczasz się nocą, a świat widzisz głównie przez noktowizję. Przez wiele godzin patrzysz w ten obraz, w którym wszystko jest inne, nienaturalne, odklejone od normalności.
Cały czas antycypujesz, co może zrobić druga strona. Myślisz o tym, co może pójść źle. Czy kolejny metr przejechanego terenu nie skończy się wybuchem. Czy coś z powietrza nie wpadnie do samochodu, nie trafi w miejsce, gdzie jest amunicja. Gdy zajmujesz pozycję obserwacyjną, zastanawiasz się, czy ktoś nie obserwuje ciebie. Czy nie widzi cię przez termowizję jako rozgrzaną plamkę życia, która jest do wyłączenia i wystudzenia.
W walce dochodzi do różnych tragicznych sytuacji. Po powrocie z misji odzyskanie perspektywy „normalnego” widzenia świata jest bardzo trudne.
 
Wieczorne lądowanie w kapsule pościeli
Lecz nie można być cały czas na misji. I nie mam tutaj na myśli tylko misji wojennych, lecz również te życiowe, wynikające z codzienności. Nie da się żyć w ciągłym przewidywaniu zagrożeń. Na wakacjach w jakimś kurorcie albo na spacerze w polskim lesie, takie niebezpieczeństwa, jak powyżej opowiedziałem, statystycznie rzecz biorąc, są na bardzo niskim poziomie, a wręcz nie mają prawa się wydarzyć.
Jak przekierować myśli, by bez względu na to, czego doświadczyłeś umieć wrócić do „ustawień fabrycznych”. Do tego, żeby doceniać każdy powiew wiatru, który porusza i kołysze liśćmi. Żeby odczuwać wdzięczność za to, że mogę odpocząć, zjeść posiłek, który smakuje wyjątkowo.
Żołnierze sił specjalnych z definicji są drapieżnikami. Operacje wykonują zwykle w godzinach nocnych, wracają do bazy nad ranem. Po misji najważniejsze było naprawienie tego naruszonego rytmu około dobowego, czyli powrót do spania w nocy.
Budząc się rano, jesteśmy po swoistej kąpieli mózgu. Sen jest pewnym rodzajem prysznica dla naszego mózgu. Wiemy dziś także, jest to już dość powszechna wiedza, że mózg działa jak projektor naszego umysłu, naszej świadomości.
W trakcie snu dzieją się procesy, które nie są dla nas do końca oczywiste. Coraz więcej o nich wiemy i coraz lepiej rozumiemy, jak bardzo sen jest ważny jednak mimo to pozostaje w nim pewien element mistycyzmu. Coś, czemu musimy po prostu zaufać, wierząc, że to wszystko ma sens.
Po prostu wieczorem kładziemy się w kapsule, nazwijmy ją pościelą. Rano budzimy się i wychodzimy z tej kapsuły, jak ze statku kosmicznego, bezpiecznego i znanego, po to, żeby wyruszyć na swoją codzienną, życiową misję, która jest kontynuacją tego, co było wczoraj.


Wewnętrzny kompas: serce
A jeśli założymy, że życie zaczyna się zawsze tu i teraz i po przebudzeniu mamy nowy dzień, że doszło do pewnego rodzaju reinkarnacji, do odbudowania pewnych zasobów?
Skoro wszystko jest nowe, to wypadałoby po prostu zacząć żyć po nowemu. Jednak w ciągu dnia będą się działy różne rzeczy. Pojawią się fazy nawrotu, stare historie, sytuacje. Takie po prostu jest życie.
Niech ono płynie. Niech to idzie swoim tempem. Ktoś próbuje nam coś sprzedać. Grzecznie dziękujemy. Obserwuję jego zachowanie, rozumiem jego perspektywę. Jego zadaniem jest sprzedawać. Moim nie jest kupować.
Nie jestem tym co posiadam. Nie jestem krzykiem dorosłych z dzieciństwa, którzy kazali mi być pierwszym, najlepszym, otaczać się obfitością różnych przedmiotów. To są zewnętrzne oczekiwania.


O tej konieczności wsłuchania się w siebie przypomniał mi film „THE SHIFT”. **

Czy to co robisz sprawia ci radość?
Czy wynika to z głosu twojego serca?
Czy jest jedynie przekonaniem, czyimś drogowskazem, postawionym na twojej ścieżce życia?
 
To są moje noworoczne życzenia. Żeby ten, kto to przeczyta, odpowiadał sobie każdego dnia na te pytania, by iść przez „swoje”, spełnione życie, zamiast odhaczać punkty z listy narzuconych zadań.
 
Ciekawostką jest to, że film został nakręcony w Monterey, w Kalifornii. To miejsce, w którym kiedyś byłem. Pamiętam moment, gdy wszedłem wtedy tam na plażę nad oceanem, to pomyślałem: O co tu chodzi? Co tu się dzieje?
Było tam po prostu magicznie pięknie. A przecież byłem w wielu pięknych miejscach. Tyle że to jedno uderzało inaczej. Nie umiałem wtedy tego nazwać.
I kiedy później trafiłem na ten film, przyszło to olśnienie i moje nienazwane wrażenia połączyły się intuicyjnie w to jedno przesłanie: o momencie wewnętrznej codziennej reinkarnacji, kiedy się budzę i zaczynam zadawać sobie pytania czy to co robię, naprawdę jest „moje”.
 
…………………….
“The Shift” autorstwa “Wayne Dyer”, to refleksyjny film dokumentalny o przejściu z życia opartego na ego, oczekiwaniach i „muszę”, do życia płynącego z sensu, radości i wewnętrznego powołania.
„The Shift” można odnaleźć w sieci, wpisując w wyszukiwarkę lub na YouTube hasło: „The Shift Wayne Dyer”. Jest też dostępna wersja z tłumaczeniem na język polski.