CZŁOWIEK KOMPLETNY

Grzegorz "Ma-ken" Mikłusiak
Znajdź wewnętrzną równowagę i podnieś jakość swojego życia. 

Ma-Ken
phone   +48 500 464 525 Grzegorz

Ani za wcześnie, ani za późno

ani za wcześnie, ani za późno
fot. ani za wcześnie, ani za późno
 

Ani za wcześnie, ani za późno
W walce, klucz do sukcesu tkwi w tym, by mieć właściwy „timing”. Wiedzieć, kiedy wykonać daną akcję i kiedy podjąć działanie. Jest to ciekawe zagadnienie, które warto ćwiczyć i rozwijać, bo można je przecież przełożyć na zwyczajną, codzienną „obsługę’’ naszego wehikułu do poruszania się po ziemskim padole, czyli na nasze ciało. To swoisty pojazd, rakieta, która niesie mnie przez życie, a ja, poprzez zmysły, jak przez okienka, odbieram je i obserwuję, jak ono się toczy. I odpowiednio reaguję. Czyż nie chodzi w tej podróży przecież o to, by zrobić coś we właściwym czasie? Ani wcześniej, ani później, lecz idealnie w punkt.
 
W takcie rytmu życia
Zaczynając od dbania o zdrowie. Kiedy zrobić dobry trening? Kiedy odpocząć? Kiedy wziąć odżywki? Kiedy suplementację? Kiedy to, a kiedy tamto? Zawsze pojawia się pytanie „kiedy?”, a potem szukamy odpowiedzi: teraz czy jednak nie? W pracy to samo. Pilnujemy, żeby się z czymś nie spóźnić, coś nadrobić, wysłać na czas. To oczywiste.
 
Ten „idealny” moment odnosi się również do relacji międzyludzkich. Spójrzmy na taką sytuację. Ktoś jest smutny i zdenerwowany, a Ty na siłę próbujesz wpłynąć na tę osobę. Czy to właściwe podejście? Dobry „timing”? Niekoniecznie. Czasami wystarczy po prostu odpuścić, poczekać chwilę, dać przestrzeń i zorientować się, czy ta osoba jest już gotowa do rozmowy. Wtedy pojawia się ten czas na pytania, wyciąganie pomocnej dłoni i robienie czegoś, co będzie rzeczywiście wsparciem.
 
Fałszywa nuta słów
Agresywną odpowiedź, zupełny brak reakcji i zainteresowania nazwałbym złym „timingiem” w relacji. Oczywiście też mamy swoje emocje, swoje historie i przeżycia. To normalne, że czasem coś nie zagra. Gdyby jednak świadomie udało się na tyle zestroić i nastroić emocje, żeby wyczuć moment, w którym druga osoba jest gotowa przyjąć informację oraz pomoc. Albo wręcz przeciwnie. Wyczuć, że raczej trzeba dać jej przestrzeń, żeby mogła sama spróbować zmierzyć się z sytuacją. To właśnie byłby dobry „timing” w relacji.
 
Czy pocieszanie kogoś, kto przeżył tragedię, coś pomoże? Niekoniecznie. Czasami milczenie jest lepsze. Chyba najgorszym wyborem w takiej chwili jest powiedzenie, że nic się nie stało.
Czy to nie jest coś, czego warto byłoby w sobie poszukać, a może wyćwiczyć? Tę umiejętność, kiedy się odezwać, a kiedy słychać, a kiedy po prostu w pięknym stylu zamilknąć. Po prostu obserwować siebie i sytuacje w życiu i wyciągać z nich wnioski, tak jak ćwiczy się na treningu, na macie i poprzez monitorowanie konkretnych ruchów, doskonali się techniki oraz właśnie „timing”.
 
Kiedy uderzyć w kamerton rozwoju
Ta myśl o wyborze optymalnego momentu, żeby zrobić daną rzecz lub powiedzieć coś w odpowiednim czasie nastraja mnie do poszukiwań we wszystkich obszarach życia.
Na przykład w rozwoju. Kiedy zacząć uczyć się angielskiego? Jeśli mogę przewidzieć, że znajomość tego języka będzie mi potrzebna za dwa lata, to kurs powinienem zacząć teraz, czy raczej odsunąć to w czasie?
 
Moim zdaniem ważnym jest, żeby jasno sobie określić, kiedy warto podejmować pewne działania rozwojowe, a kiedy są one dla nas bezproduktywne. Może być tak, że jakiś temat wyjątkowo lubimy, ale tkwienie w nim nie ma większego sensu. Na przykład uczenie się teraz o maszynach parowych, elektryczności i komputerach w kontekście czwartej rewolucji przemysłowej, gdzie informacje i cały ten cyfrowy świat są ogólnodostępne i na pierwszym miejscu, to trochę jak przygotowywanie się do bycia muzealnikiem, a nie kimś, kto faktycznie będzie potrzebny we współczesnym świecie.
 
Offline w koncercie dnia
Nawet taki aspekt, jak medytacja ma również tę idealną przestrzeń w codziennym życiu. Bo czy nie warto najpierw zadbać o podstawy zanim usiądziemy by się wyciszyć? Zamiast w trakcie dręczyć się myślami o tym, że dziecko trzeba odebrać z przedszkola, może lepiej czas na medytację pozostawić na ten moment, kiedy dociera do nas jak najmniej bodźców ze świata zewnętrznego?
 
Istnieje też cała gama możliwości, jeśli chodzi o narzędzia. One mogą nasze działania monitorować i pomagać ćwiczyć „timing”. I nie należy się przywiązywać tylko do jednego schematu, bo ciągle pojawiają się nowe, ciekawe i bardzo precyzyjne rozwiązanie. Takich aplikacji, dzięki którym wszystko będzie pięknie obliczone i sprawdzone jest mnóstwo. Tylko kiedy ich używać?
 
Czasami widzę pary na randce. Dwoje ludzi siedzi obok siebie i każde z nich ma w dłoni telefon, w który się wpatruje. Gdy patrzę na ten obrazek zadaję sobie pytanie, czy to jest ten idealny moment by korzystać z narzędzi? „Timing” to przecież nic innego, jak wyczucie chwili. Ani za wcześnie, ani za późno.