CZŁOWIEK KOMPLETNY

Grzegorz "Ma-ken" Mikłusiak
Znajdź wewnętrzną równowagę i podnieś jakość swojego życia. 

Ma-Ken
phone   +48 500 464 525 Grzegorz

A jeśli skończy się wojna...

 

jak nie zginąć we mgle zasięgów
fot. jak nie zginąć we mgle zasięgów

A jeśli skończy się wojna…
Właśnie mijają ostatnie dni dwa tysiące dwudziestego piątego roku. Poprzez nasze „okna na świat”, czy to ekrany smartfonów, laptopów czy telewizorów, możemy obserwować burzę i rewolucję geopolityczną. To mocno ciekawy czas.
Jednym z zaleceń bezpieczeństwa podczas silnej wichury czy huraganu jest znaleźć schronienie i pozostać tam by przeczekać aż zagrożenie minie. Dla nas, statystycznych mieszkańców tego kraju, wydaje się to dość sensowne nawet jako metafora, bo z pewnością nie za dużo mamy wpływu na to, co obserwujemy za tymi naszymi „oknami na świat”.
 
Jak nie zginąć we mgle zasięgów
Jednak by zachować w sobie stabilny poziom emocjonalny, potrzebujemy mieć w naszym wnętrzu kilka stałych punktów, których powinniśmy się trzymać jak bezpieczników, by niepotrzebnie nie reagować impulsywnie na niektóre wiadomości.
Otacza nas szum informacyjny tworzony przez „profesjonalistów – ekspertów”, najczęściej polityków. Oni znają się na wszystkim i o wszystkim mogą gadać, by zbudować sobie odpowiednie zasięgi. Natomiast jak przychodzi prawdziwe zagrożenie, to go zwykle nie widzą albo o nim nie mówią, bo jest mało popularne i może im zaszkodzić w sondażach.
Mgła wojny nie może być mylona z mgłą mózgową polityków, bo oni nie rozumieją tego, co się dzieje na polu bitwy. Nie chcę tutaj niczego demonizować, lecz będę to powtarzał, że to właśnie żołnierze są w samym centrum tego cyklonu i w sercu wojny. I tam przegrani są wszyscy.
 
Gdy nastąpi spokój z piekła rodem
Zostawmy więc to, co dzieje się za „oknami na świat” i zastanówmy się chwilę, nad tym, co może się zadziać w najbliższym czasie w naszej codzienności. Po burzy zwykle następuje spokój. Jak on się może objawić? Co on nam przyniesie? Mogą pojawić się wśród nas ludzie, którzy właśnie wrócili z piekła.
Chcę tylko zarysować ten jeden wątek, który nazwałbym: „Jak wejść do piekła i wrócić z niego, nie stając się diabłem?”
Jakiś czas temu, za chwilę miną cztery lata, wśród nas żyli ludzie, którzy tutaj mieszkali i pracowali. Mówię o mężczyznach, którzy przyjechali do nas z Ukrainy, by tutaj znaleźć miejsce pracy, mieszkanie, by sprowadzić do Polski rodzinę. Kiedy w dwa tysiące dwudziestym drugim roku wybuchła wojna, część z nich pojechała z powrotem, by walczyć o swoją ojczyznę.
Część z nich pożegnała się z życiem. Część odniosła bardzo poważne rany.
Ale część wciąż walczy i najprawdopodobniej po wojnie wróci do swoich rodzin, które pozostały u nas w Polsce. Do tych miejsc, w których kiedyś żyli. Być może wrócą też do pracy. I tu postawiłbym pytanie: 
 
Kto do nas wróci
To będzie to samo imię i to samo nazwisko. Ale czy to będzie ten sam człowiek?
Człowiek, który najpewniej będzie wyglądał na dużo starszego, niż wskazuje jego wiek. Człowiek, który przez kilka lat żył w okopach, będąc w ciągłym zagrożeniu własnego życia i w sytuacjach, gdy to życie odbierał innym. Kiedy taki człowiek wraca do codzienności, to jak wygląda jego „normalność”? I co się stanie, gdy setki takich ludzi wrócą do naszego kraju? Co my jako społeczeństwo, możemy z tym zrobić?
 
Oczywiście ktoś może zamykać oczy i mówić, że to nie istnieje, że tak się nie stanie. A jeśli to zjawisko jednak się wydarzy, może się okazać, że będzie już za późno, by się do niego przygotować. Dlatego rzucam ten temat teraz, zanim stanie się faktem.
To może być dobra chwila na refleksję, jeszcze przed końcem roku. Przez nasze świątecznie udekorowane domy, może przemykać się lekki niepokój. On nie jest do końca prawdziwy. Burzę słyszymy gdzieś daleko i wszystko wskazuje na to, że bezpośrednio do nas nie dotrze. Ale ofiary tej burzy jak najbardziej tak. I może to dotknąć bardzo wiele osób.

Czy jesteśmy na to przygotowani
Jak się do tego w ogóle przygotować? Jak pomóc ludziom, którzy weszli w piekło i z niego wracają? Czy będą to ludzie, od których będziemy mogli się czegoś nauczyć? Czy raczej tacy, z którymi bardzo trudno będzie funkcjonować? Być może część z nich nie poradzi sobie w nowej rzeczywistości. Być może pojawią się historie tragiczne. Być może niektórzy trafią do więzień.
 
Ten wątek „jak przejść przez piekło i nie stać się diabłem” wydaje się tu ważny. To nie jest refleksja dotycząca wyłącznie osób z Ukrainy. Ona dotyczy także nas wszystkich. W Europie. W Polsce. Nie chodzi mi o geopolityczne układanki i wielkie narracje. Nie mamy na nie realnego wpływu. Podobnie jak na trzęsienia ziemi, wichury czy inne żywioły.
Natomiast to, co może nas dotknąć bezpośrednio, jest dużo bliżej. I może właśnie tak wyglądać.